piątek, 13 grudnia 2024

Harem bez korzyści czyli zbiorowy gwałt zdalny

 Tym razem opiszę w skrócie  rozkoszne doznania jakich zaznałem po podjęciu pracy w Niemczech w magazynie sieci marketów Tegut, za pośrednictwem pewnej agencji ze Skawiny.

Miałem tam nad sobą cały tabun pracownic biurowych, żadna z nich nie potrafiła odpowiedzieć na proste pytania w rodzaju: czy wiedzą, skąd się biorą ich pensje? Kto wykonuje faktyczną pracę za którą niemiecki kontrahent płaci, przecież wypełnianie arkuszy w Excelu w żaden sposób nie generuje dla agencji przychodu? Czy w przypadku kiedy nie korzystam z agencyjnego zakwaterowania nie przysługuje mi jakiś ekwiwalent w ramach wdzięczności? Obietnica jednoosobowego pokoju, którą skusiła mnie rekruterka była jedyną atrakcją w ofercie. O kwaterze innym razem...

W agencji panuje taki zwyczaj, że człowiek przed wyjściem do roboty musi wysłać wiadomość do koordynatorki, w której informuje o swoim zamiarze podjęcia pracy. Wiadomość, którą panienka odczyta około godziny ósmej lub dziesiątej a prace zaczynasz o szóstej. Tłumaczy się ten obyczaj brakiem zaufania do elektronicznej ewidencji czasu pracy w Tegut. To dla dobra pracownika. Tłumaczę więc babie, że zgłoszenie gotowości do podjęcia pracy nie jest równoznaczne z jej podjęciem, trzeba jeszcze bez przygód te 20 kilometrów dojechać. Skoro jednak musisz człowieku meldować zamiar stawienia się w robocie jak codzień o szóstej lub 14.30 (zależnie od zmiany) to czemu nikt nie oczekuje od ciebie, iż dla własnego twojego dobra nie potrzebujesz meldować kiedy pracę zakończyłeś? Godziny rozpoczęcia pracy są stałe, natomiast koniec następuje wtedy, gdy kompletujesz ostatnie zamówienie pomiędzy 13 a 15 z minutami. Baba, nie rozumie o co mi chodzi!? W końcu oświadczyłem, że ten skecz przestał być zabawny i gdzieś po półtora miesiąca poinformowałem koordynatorkę, że mój obowiązek pracy wynika z grafiku a przede wszystkim z umowy, nie zostałem objęty dozorem kuratorskim więc nie będę się dalej meldował tylko po to by mogła uzasadnić swoją obecność w biurze (były jeszcze inne powody, dla których straciłem do panienek z agencji cierpliwość: złamanie zapisu w umowie o zapewnieniu kwatery, brak faktycznego wsparcia koordynatora w sprawach urzędowych i inne, które wyłuszczyłem panience potem). Wywiazała się w zwiazku z tym dość długa i jałowa wymiana wiadomości. W końcu baba dała sobie siana i poszła na L4. Zastąpiła ją inna, też niezdolna do sformułowania logicznych argumentów i bez pomysłów na wyjście z impasu. Potem dołączyła  trzecia, minał miesiąc i żadnych rozwiazań, brak dobrej woli, zero pomysłów, a już po zerwaniu umowy i podjęciu przeze mnie pracy w innym miejscu odezwała się czwarta, najbardziej oczytana w paragrafach i ta przynajmniej znała się na robocie. Dotąd nie wiedziałem, że mam nad sobą tyle babsztyli na utrzymaniu!

Wrażenie jakie odniosłem po tej orce było takie samo jakie mam myśląc o moim nie istniejącym już Bogu dzięki małżeństwie: ty, chłopie idź do roboty, mów mi codziennie, że kochasz, kwiatki mi kupuj a ja się zatroszczę o NASZE pieniążki, które w zębach przyniesiesz a jeśli będziesz fikał to wiesz, kolejka chętnych na twoje miejsce jest praktycznie nieskończona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz