Wspominałem, że pracuję w kuchni? Owszem, przed chwilą, w poprzednim zdaniu.
Od razu zaznaczam, że to co mówią o kucharzach (praca czysta, głodny nie chodzi) w moim przypadku nie zgadza się w najmniejszym stopniu. Nie przytyłem a czyste ubrania robocze mam przez jakieś pół godziny pracy, potem pojawiają się plamki, plamy i zacieki. Sadza, sok z owoców i warzyw, inne substancje pochodzenia gastronomicznego czepiają się mnie nadzwyczaj chętnie. Nie przytyłem od dobrych dwóch lat też ani grama i nie wynoszę do domu zup wiadrami (może dlatego bilans wagi się nie zmienia? Muszę to rozważyć w wolnej chwili...). Ale nie o tym.
Kuchnia w zakładzie o charakterze zamkniętym, konkretnie przedszkole. Jesteśmy jednak otwarci na niedużą grupę klientów zewnętrznych, przeważnie emerytów. Niektórzy klienci zadowoleni z obsługi (a może powodowani powszechnym obyczajem?) raz na jakiś czas pozostawiają drobne dowody wdzięczności. Kawa, słodycze, piwo. Banalne ale miłe i niezbędne do życia gesty sympatii. Pewna nowa klientka przebiła jednak wszystkich innych. Dzieli się wiedzą. Jest nauczycielką języka niemieckiego a każda jej wizyta w kuchni owocuje kolejną, krótką lekcją. Słówka, zwroty, powiedzonka... Wygląda na to, że mam szansę, zupełnie niechcący nauczyć się języka, którego dotychczas unikałem jak ognia. Kto wie czy w bliżej nieokreślonej przyszłości umiejętność porozumienia się z uchodźcami znad Łaby i Renu nie okaże się przydatna?
Dają to bierz, to jest dobra maksyma a okazja czyni uczniem
Auf Wiedersehen und bis Montag!
Zgrzyty i rysy w rzeczywistości, ale to tylko dysonans poznawczy po przebudzeniu. O poszukiwaniu wolności i spokoju. Blog może zawierać reklamy, klikanie, polubienia i zakupy są wskazane, chyba, że wpadłeś tu przypadkiem i zamierzasz jak najszybciej o tym fakcie zapomnieć.
czwartek, 25 lutego 2016
wtorek, 23 lutego 2016
Każdy żyjący kiedyś się urodził, brawo, pierwsze osiągnięcie odblokowane!
Przypadkiem dowiedziałem się, że koleżanka z pracy obchodzi dziś urodziny. Przypadkiem, czyli dokładnie w ten sam sposób w jaki dowiaduję się o urodzinach niemal wszystkich osób. Także o swoich. Pamiętam tylko datę urodzin żony, bo zapomnienie jej może grozić różnymi konsekwencjami.
Nie lubię urodzin. Jakoś tak w okolicach matury, raczej po niż przed, wymyśliłem sobie, że dobrze mi z tym wiekiem i zbojkotuję proces starzenia. Ignorowałem nie tylko dzień urodzin ale także kalendarz oraz zegarek. To znaczy nie miałem prywatnych, w pracy siłą rzeczy używałem jednego i drugiego ale nie wpływało to na moją prywatną rachubę czasu. Znielubiłem też Sylwestra i wszelkie święta - one podobnie jak urodziny wywoływały ruch czasu do przodu. Całkiem nieźle mi szło. Zatrzymałem czas będąc w najbardziej produktywnym wieku, przez dobrych kilka lat byłem pełen energii i twórczych pomysłów, kochałem świat i ludzi. Niestety nikt nie żyje w próżni. Ludzie powodowani ogólnie przyjętą konwencją wciąż starali się wciągnąć mnie w główny nurt czasu. Oczywiście najtrudniej było zignorować zabiegi żony (tak, w końcu jako szczęśliwy wciąż nastolatek ożeniłem się). "Zmiana kodu, trójka z przodu" albo: "czy wiesz, że za pięć lat stuknie Ci czterdziestka?" lub:"o! Siwy włos". Są takie osoby, których słowa wywierają szczególnie silny wpływ na świadomość człowieka. Człowiek pod wpływem takich słów i pod wpływem wytykania corocznie TEJ daty zaczyna się częściej oglądać za siebie. Po każdym takim spojrzeniu wstecz czułem się jak koń roboczy, który zerka na furę, do której go zaprzężono i widzi, że za każdym razem ładunek na niej jest większy. Moja motywacja do ciągnięcia tego wozu, co nie powinno dziwić spadała. Malała też wiara w możliwość zahamowania czasu.
Wydaje mi się jednak, że wciąż nie jest za późno aby przywrócić stary porządek. Pomysł polega na tym aby odseparować się od ludzi, najlepiej od cywilizacji w ogóle. Jak wiadomo wpływ współczesnej cywilizacji na przyśpieszenie czasu jest faktem udowodnionym naukowo, (to znaczy wydaje mi się, że czytałem na ten temat lecz nie potrafię podać źródła, to musieli być osławieni "amerykańscy naukowcy") no i jest jeszcze jeden powód dla, którego czuję, że muszę trzymać się od ludzi z dala ale o tym innym razem.
Urodziny mogą cieszyć starca, który z bicia rekordu długowieczności uczynił sens swego życia, każdy jubileusz przybliża go do podium i miejsca w Księdze Guinessa. Czy ta żenująca data ściśle powiązana z szopką świeczek na tortach, toastami i uściskami może mieć sens dla kogoś, kto ma inny cel w życiu? Czy celem życia jest dożycie sędziwego wieku? Odpowiadam: nie! Aczkolwiek, nie wykluczam, że mogę się mylić
Nie lubię urodzin. Jakoś tak w okolicach matury, raczej po niż przed, wymyśliłem sobie, że dobrze mi z tym wiekiem i zbojkotuję proces starzenia. Ignorowałem nie tylko dzień urodzin ale także kalendarz oraz zegarek. To znaczy nie miałem prywatnych, w pracy siłą rzeczy używałem jednego i drugiego ale nie wpływało to na moją prywatną rachubę czasu. Znielubiłem też Sylwestra i wszelkie święta - one podobnie jak urodziny wywoływały ruch czasu do przodu. Całkiem nieźle mi szło. Zatrzymałem czas będąc w najbardziej produktywnym wieku, przez dobrych kilka lat byłem pełen energii i twórczych pomysłów, kochałem świat i ludzi. Niestety nikt nie żyje w próżni. Ludzie powodowani ogólnie przyjętą konwencją wciąż starali się wciągnąć mnie w główny nurt czasu. Oczywiście najtrudniej było zignorować zabiegi żony (tak, w końcu jako szczęśliwy wciąż nastolatek ożeniłem się). "Zmiana kodu, trójka z przodu" albo: "czy wiesz, że za pięć lat stuknie Ci czterdziestka?" lub:"o! Siwy włos". Są takie osoby, których słowa wywierają szczególnie silny wpływ na świadomość człowieka. Człowiek pod wpływem takich słów i pod wpływem wytykania corocznie TEJ daty zaczyna się częściej oglądać za siebie. Po każdym takim spojrzeniu wstecz czułem się jak koń roboczy, który zerka na furę, do której go zaprzężono i widzi, że za każdym razem ładunek na niej jest większy. Moja motywacja do ciągnięcia tego wozu, co nie powinno dziwić spadała. Malała też wiara w możliwość zahamowania czasu.
Wydaje mi się jednak, że wciąż nie jest za późno aby przywrócić stary porządek. Pomysł polega na tym aby odseparować się od ludzi, najlepiej od cywilizacji w ogóle. Jak wiadomo wpływ współczesnej cywilizacji na przyśpieszenie czasu jest faktem udowodnionym naukowo, (to znaczy wydaje mi się, że czytałem na ten temat lecz nie potrafię podać źródła, to musieli być osławieni "amerykańscy naukowcy") no i jest jeszcze jeden powód dla, którego czuję, że muszę trzymać się od ludzi z dala ale o tym innym razem.
Urodziny mogą cieszyć starca, który z bicia rekordu długowieczności uczynił sens swego życia, każdy jubileusz przybliża go do podium i miejsca w Księdze Guinessa. Czy ta żenująca data ściśle powiązana z szopką świeczek na tortach, toastami i uściskami może mieć sens dla kogoś, kto ma inny cel w życiu? Czy celem życia jest dożycie sędziwego wieku? Odpowiadam: nie! Aczkolwiek, nie wykluczam, że mogę się mylić
piątek, 19 lutego 2016
Start!
Nosiłem się z zamiarem utworzenia nowego bloga od czasu oficjalnego zakończenia działalności Blogu Tematycznego. Sprawdziłem i okazało się, że minęły dwa lata od kiedy RosjaPL zakończył swoją edukacyjną i społecznie użyteczną działalność. Nowy blog nie ma aż takich ambicji. Początkowo nosił tytuł: od A do De! powstał wyłącznie po to aby autor mógł zrzucić to co mu ciąży. W celach terapeutycznych i być może autopoznawczych. Być może dzięki temu uda mi się przez kolejne dwa lata pożyć nie popadając w obłęd.
Takie jest założenie, chociaż prawdopodobnie się mylę...
Skąd wziął się tytuł?
Zerżnąłem go od niezrównanego Marka Motasa. Tak, chodzi o tego od wywiadu z tow. Wiesławem, sławnym poetą ... kojarzysz? A monolog wielkanocny o kurze i kogucie? W mojej opinii Pan Motas obok Mariana Załuskiego to szczyt kabaretowego Parnasu. Ten fakt nie podlega dyskusji.
Czy to wystarczy? Czy pochodzenie tytułu określa linię programową bloga? Z grubsza, tak lecz nie obiecuję, że zawsze będzie "beka", nie będę się silił na zabawianie czytelników i nie przeproszę za to.
Takie jest założenie, chociaż prawdopodobnie się mylę...
Skąd wziął się tytuł?
Zerżnąłem go od niezrównanego Marka Motasa. Tak, chodzi o tego od wywiadu z tow. Wiesławem, sławnym poetą ... kojarzysz? A monolog wielkanocny o kurze i kogucie? W mojej opinii Pan Motas obok Mariana Załuskiego to szczyt kabaretowego Parnasu. Ten fakt nie podlega dyskusji.
Małe dziecko kiedy uczy się rysować nie ogranicza się do kartki papieru, nie traktuje wydrukowanego szablonu do kolorowania jak świętości i z takim samym zadowoleniem pobazgrze owieczkę na niebiesko jak i część nieba i ziemi dokoła. Jeśli najdzie je wena to twórczością swą naznaczy ściany i meble. Niestety jestem dorosły. Metrykalnie... Obowiązują mnie pewne zasady oraz narzucone normy. Nie wszystkie tematy, które mnie poruszają pasują do bloga rosjapl dlatego tworzę ten nowy blog. To także ukłon w stronę czytelników tamtego bloga, którzy nie chcą tam widzieć polityki. Z różnych względów. Czy dzięki temu zrobi się tam miło i merytorycznie? Nie wiem, tu miło nie będzie na pewno. Może śmiesznie czasem ale nie miło :)
Tematyka rosjapl.blogspot.com była ograniczona, tu granic nie ustalam. Jeżeli ten blog ma być marginesem tamtego to będzie to szeroki margines. Może nawet ściana :)
Tematyka rosjapl.blogspot.com była ograniczona, tu granic nie ustalam. Jeżeli ten blog ma być marginesem tamtego to będzie to szeroki margines. Może nawet ściana :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)